ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Jeśli mógłbyś podzielić się z innymi swoimi przeżyciami lub tekstem Biblii, który szczególnie Ciebie poruszył to zapraszamy do opisania tego w tym dziale
Awatar użytkownika
morwa
Posty: 1244
Rejestracja: wt paź 27, 2015 10:20 am

ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Postautor: morwa » ndz wrz 17, 2017 7:14 pm

Czy niektórzy chrześcijanie nie wpadają przypadkiem w podobną pułapkę jak autor tego tekstu,który pisze o sobie....

"Wpadłem w jedną z pułapek, którą szatan zostawił na tych, co szukają Boga:
Wydawało mi się, że intelektualne przyjęcie prawdy to wszystko, czego potrzeba, by stać się chrześcijaninem."


A może i nam to się zdarza... ?

Jim Hohnberger


Rozkochałem się w słowie Bożym. Bóg użył Swojego Słowa, by pobudzić moje serce.
Niestety wpadłem w jedną z pułapek, którą szatan zostawił na tych, co szukają Boga:
Wydawało mi się, że intelektualne przyjęcie prawdy to wszystko, czego potrzeba, by stać się chrześcijaninem.
Wierzyłem głęboko i szczerze, do tego stopnia, że zawarte w Słowie Bożym prawdy stały się moją religią(…)
Jednak coraz bardziej zaczynałem się domyślać, że coś z tym moim chrześcijaństwem jest nie tak:
potrafiłem pójść do kościoła i głosić piękne poselstwo o zwycięstwie nad grzechem, po czym wrócić do domu, krzyczeć na żonę i złościć się na dzieci.
Wiedziałem, że to jest złe, ale wyglądało na to, że nawet moja silna wola ponosiła na tym porażkę.
Biblia mówi tak:

z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak, bracia moim, być nie powinno. Czy źródło wydaje z tego samego otworu wodę słodką i gorzką? [...] Tak też słony zdrój nie może wydawać słodkiej wody
(Jak. 3:10-12).”

„Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny,a nie powściąga
języka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna (Jak.1:26).
Gdy Pan przemówił do mnie poprzez takie teksty, zaczęły mnie dręczyć podejrzenia:
Czy czegoś nie pominąłem? Czy faktycznie jestem nawrócony?
Należę do kościoła, ale czy należę do Chrystusa?
Żyję słowem ale czy TYM Słowem, które „stało się ciałem i zamieszkało między nami”?
… Upłynęły dwa lata, zanim Pan dotarł do mojego opornego serca i powiedział: Zatrzymaj się, Jim, i oceń to, co robisz.
Zastanów się czy jesteś nawrócony.
- Ja,Panie? Jak to? Przecież jestem starszym zboru!
Przyprowadziłem do Twojego Kościoła bez mała piętnaście osób.Ja – „nienawrócony”?! Tak, Jim.
Są rzeczy, których po prostu nie pojmujesz.
Zrozumiałem, że ortodoksja, ścisła wierność doktrynie, stanowi tylko niewielką część… religii.
Na świecie żyją miliony zdeklarowanych chrześcijan wyznających „właściwe” poglądy;
Czyżbyśmy zatem nie wiedzieli, czym jest kryzys prawdziwej duchowości? Chrześcijanin, który ma przy końcu historii [tego świata] przeżyć wielkie wydarzenia, powinien znać i rozumieć Biblię.
Niestety, tę wiedzę biblijną można przedstawić w taki sposób, że zamiast przyprowadzić słuchaczy do Boga, przyprowadzimy ich do „systemu prawd”.
Nie słowa odnawiają duszę, ale sam Bóg. Dopóki słuchacze nie odnajdą Boga w osobistym doświadczeniu, poznanie „prawdy” niekoniecznie
ich zmieni.
Biblia nie jest celem samym w sobie, ale środkiem; jest narzędziem przyprowadzającym człowieka do bliskości z Bogiem.
Jezus kieruje do nas słowa, jakimi niegdyś zwrócił się do pobożnych na pokaz,
uczonych Żydów:

„Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie; ale mimo to do mnie przyjść
nie chcecie, aby mieć żywot”.


Doskonale rozumiałem zagadnienia teologiczne i operując uczonymi pojęciami, potrafiłem uzasadniać swoje
biblijne stanowisko.
Gdybym jednak stanął twarzą w twarz z autentycznym, żywym chrześcijaństwem, moja wielka wiedza okazałaby się głupstwem.
Gdybym mógł stanąć pod krzyżem i porozmawiać z Marią Magdaleną, jak wyglądałaby nasza rozmowa? -

--Mario, widzę, że nie opuściłaś Jezusa tak jak inni.
Czy zatem twoje dobre uczynki wynikają ze sprawiedliwości przypisanej czy udzielonej?
Jeśli otrzymałaś sprawiedliwość od Boga, w takim razie usprawiedliwił cię.

--Kiedy to się stało? – Że jak? O czym ty mówisz, człowieku?- zapewne by zapytała. –

Ja Go kocham! Jezus jest moim Panem i Zbawicielem!
On mnie odkupił!


Które z nich byłby uznany za prawdziwego chrześcijanina?:
Uzbrojony w wiedzę teologiczną starszy zboru ,czy bogata w osobiste przeżycie nierządnica?

Jim Hohnberger
1Kor 4:5 bw "Przeto nie sądźcie przed czasem

Natan
Posty: 734
Rejestracja: ndz wrz 20, 2015 6:04 am

Re: ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Postautor: Natan » czw wrz 21, 2017 9:26 am

Droga Siostro Morwo, :)

Bardzo Ci dziękuję za ten budujący wpis.

Co ciekawe, autor jest adwentystą, ale takim nietuzinkowym, nie podkreślającym wyróżników doktrynalnych swojego wyznania, lecz poszukującym żywej relacji z Bogiem. W jego rozumieniu trzeba żyć w posłuszeństwie Bogu, dając się przez Niego prowadzić w każdym czasie, w każdej godzinie naszego życia. Autor podaje w swoich książkach piękne świadectwa, jak Bóg go prowadził i chronił wręcz w namacalny sposób.

Nieraz na naszym Forum a także w rzeczywistych kontaktach poświęcamy dużo czasu na rozstrzyganie kwestii doktrynalnych. To niejednokrotnie jest potrzebne, ale nie można z tym przesadzać. Jim Hohnberger (i wielu innych chrześcijańskich pisarzy, jak A. W. Tozer, Andrew Murray, itp.) proponuje nam trzecią drogę - drogę chrześcijańskiej, pogłębionej duchowości. Rzeczywista więź z Bogiem, doświadczanie żywego Boga w swoim życiu, odczuwanie wręcz Jego namacalnego wpływu i obecności w naszym życiu. To bardziej buduje i uszczęśliwia niż dociekania teologiczne.

Jeżeli jesteście czasem zmęczeni czysto doktrynalnymi książkami, to na życzenie mogę tu podać przykładowe dzieła z dziedziny duchowości, które budują naszego ducha.

Natan
Posty: 734
Rejestracja: ndz wrz 20, 2015 6:04 am

Re: ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Postautor: Natan » czw wrz 21, 2017 1:47 pm

Poniżej ciekawe myśli a propos:

"Chcąc nauczyć się teologii niekoniecznie trzeba być pobożnym człowiekiem. Jest prawdą, że zastanawiam się, czy w jakimkolwiek seminarium na ziemi uczy się czegoś, czego oprócz poświęconego chrześcijanina nie potrafiłby sobie przyswoić również bandyta czy oszust. Choć nie wątpię, że większość studentów teologii prowadzi życie lepsze niż przeciętny człowiek, to trzeba pamiętać, iż łatwo mogą pobierać lekcje nie prowadząc jednocześnie lepszego życia niż to minimum wymagane od nich, by mogli pozostać w takiej instytucji.

Nietrudno mi jest sobie wyobrazić Judasza Iskariotę jako licencjata teologii opuszczającego seminarium, gdyby w jego czasach oferowano
coś takiego. Nie istnieje niezbędny związek między studiami podjętymi przez studentów w seminarium teologicznym, a stanem ich serc. Wszystko,
czego naucza się w działach hamartiologii, soteriologii, eschatologii, pneumatologii i pozostałych dziedzinach, może równie łatwo pojąć zarówno
grzesznik, jak i święty. Na pewno też nie potrzeba wielkiego stopnia świętości, by nauczyć się hebrajskiego czy greki.

Na pewno Bóg ma coś do powiedzenia człowiekowi czystemu w sercu, czego nie może powiedzieć osobie prowadzącej grzeszne życie. Lecz
to, co ma do powiedzenia nie jest teologiczne, tylko duchowe; i tutaj tkwi sedno mojego argumentu. Prawdy duchowe nie mogą być przyjęte
w zwykły, naturalny sposób. „Ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich
poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać”. Tak napisał Apostoł Paweł do wierzących w Koryncie.

Nowy Testament kreśli wyraźny podział między umysłem naturalnym, a umysłem, który został dotknięty Boskim ogniem. Kiedy Piotr złożył dobre wyznanie: „Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego”, wówczas nasz Pan odrzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało
i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”. A Paweł wyraża tę samą myśl, mówiąc: „Nikt nie może nazwać Jezusa Panem, tylko
przez Ducha Świętego”.

Sumą tego, co tu mówię jest fakt, że istnieje oświecenie udzielone przez Boga, bez którego prawda teologiczna jest jedynie informacją i niczym
więcej. Chociaż to oświecenie nigdy nie jest udzielane w oderwaniu od teologii, to jednak można mieć teologię bez takiego oświecenia. Skutkiem
tego jest tak zwana „martwa ortodoksja”, i choć niektórzy mogą kwestionować, czy można być równocześnie ortodoksyjnym i martwym,
to obawiam się, iż doświadczenie dowodzi, że tak jest".

A. W. Tozer, Niemożliwy chrześcijanin, Biblioteka "Świadomego chrześcijaństwa", Toruń 2014, strony 48-50.

Natan
Posty: 734
Rejestracja: ndz wrz 20, 2015 6:04 am

Re: ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Postautor: Natan » sob wrz 23, 2017 5:08 am

Mam jeszcze taką uwagę. O tym, czy naprawdę przeżyliśmy spotkanie z Bogiem Ojcem i Jego Synem i czy trwamy we wspólnocie z Nimi w mocy Ducha Świętego m.in. będą świadczyć takie nasze cechy i postawy:

- pokora i świadomość własnej niegodności i ułomności
- dążenie do uświęcenia, pomimo upadków
- ofiarna miłość, gotowa do poświęceń dla Boga i bliźnich
- miłosierdzie, czyli współczucie okazywane w praktyce, a więc wspieranie osób znajdujących się w konkretnej potrzebie
- "nawrócenie" naszego portfela - na miarę możliwości nie wahamy się łożyć na Boże cele i na potrzebujących, np. prześladowanych chrześcijan
- ugodowość w relacjach z innymi, gotowość do pojednania, do przeproszenia, dążenie do pokoju ze wszystkimi, o ile to od nas zależy
- wprowadzanie pokoju, gdziekolwiek się pojawiamy, a nie konfliktu
- głoszenie Ewangelii pokoju, a nie krytyki i wojny
- unikanie straszenia bliźnich i grożenia im, by doprowadzić ich do zmiany życia - wystrzeganie się jakiejkolwiek manipulacji czysto ludzkiej (nie wyklucza to przytaczania z Biblii autentycznych przestróg błądzącym).

Może ktoś jeszcze coś tu dorzuci?

Awatar użytkownika
morwa
Posty: 1244
Rejestracja: wt paź 27, 2015 10:20 am

Re: ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Postautor: morwa » sob wrz 23, 2017 5:37 am

Natan pisze:Mam jeszcze taką uwagę. O tym, czy naprawdę przeżyliśmy spotkanie z Bogiem Ojcem i Jego Synem i czy trwamy we wspólnocie z Nimi w mocy Ducha Świętego m.in. będą świadczyć takie nasze cechy i postawy:

- pokora i świadomość własnej niegodności i ułomności
- dążenie do uświęcenia, pomimo upadków
- ofiarna miłość, gotowa do poświęceń dla Boga i bliźnich
- miłosierdzie, czyli współczucie okazywane w praktyce, a więc wspieranie osób znajdujących się w konkretnej potrzebie
- "nawrócenie" naszego portfela - na miarę możliwości nie wahamy się łożyć na Boże cele i na potrzebujących, np. prześladowanych chrześcijan
- ugodowość w relacjach z innymi, gotowość do pojednania, do przeproszenia, dążenie do pokoju ze wszystkimi, o ile to od nas zależy
- wprowadzanie pokoju, gdziekolwiek się pojawiamy, a nie konfliktu
- głoszenie Ewangelii pokoju, a nie krytyki i wojny
- unikanie straszenia bliźnich i grożenia im, by doprowadzić ich do zmiany życia - wystrzeganie się jakiejkolwiek manipulacji czysto ludzkiej (nie wyklucza to przytaczania z Biblii autentycznych przestróg błądzącym).

Może ktoś jeszcze coś tu dorzuci?

Witaj Br. Natanie... :)
Dziekuję Ci za te budujące wpisy ukazujące jak ważne dla chrześcijanina jest skupienie się na swoim własnym uświęceniu, na swojej relacji z Bogiem nad własnym rozwojem duchowym... a nie wyłącznie na działaniach,które z pozoru dowodzą naszej chrześcijańskiej dojrzałości... Ale do tego potrzebna jest pokora,której czasem brakuje niestety...
Łatwiej tego dokonać idąc za radą ze Słowa Bożego by 'innych uważać za wyższych od siebie" Flp 2:3
Do tej listy dorzuciłabym jeszcze umiejętność przebaczania i przyznawania się do błędów
Pozdrawiam Cię pokojem Bożym :)
1Kor 4:5 bw "Przeto nie sądźcie przed czasem

Natan
Posty: 734
Rejestracja: ndz wrz 20, 2015 6:04 am

Re: ON mnie umiłował... Ku rozwadze każdego z nas...

Postautor: Natan » sob wrz 23, 2017 5:45 am

morwa pisze:Witaj Br. Natanie... :)
Dziekuję Ci za te budujące wpisy ukazujące jak ważne dla chrześcijanina jest skupienie się na swoim własnym uświęceniu, na swojej relacji z Bogiem nad własnym rozwojem duchowym... a nie wyłącznie na działaniach,które z pozoru dowodzą naszej chrześcijańskiej dojrzałości... Ale do tego potrzebna jest pokora,której czasem brakuje niestety...
Łatwiej tego dokonać idąc za radą ze Słowa Bożego by 'innych uważać za wyższych od siebie" Flp 2:3
Do tej listy dorzuciłabym jeszcze umiejętność przebaczania i przyznawania się do błędów
Pozdrawiam Cię pokojem Bożym :)


Witam Cię, Siostro Morwo, pokojem Bożym!

Dziękuję za te uzupełnienia oraz za pozdrowienia.

Życzę Tobie i wszystkim Forumowiczom błogosławionego dnia! :)


Wróć do „Słowa, które dodają sił...”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości