Wyrwane korzenie

W tym miejscu można opisywać wszelkiego rodzaju spostrzeżenia związane z byciem Świadkiem Jehowy
Iskierka
Posty: 1267
Rejestracja: śr lis 11, 2015 8:49 am

Wyrwane korzenie

Postautor: Iskierka » śr lip 10, 2019 4:29 pm

Wyrwane korzenie

Jest takie przysłowie „ Starych drzew się nie przesadza”. Niedawno czytałam wypowiedź osób, które odnalazły się w pewnej społeczności i dziękują za to Bogu. Można powiedzieć, że to ludzie szczęśliwi, skoro odnaleźli swoje miejsce. Jakieś 40 lat temu też tak powiedziałam i tak czułam wstępując do organizacji Świadków Jehowy. Złapałam Pana Boga za nogi – tak myślałam. Odeszłam z Babilonu Wielkiego czyli kościoła katolickiego, bo takim określeniem Świadkowie Jehowy szczególnie piętnują ludzi z tego środowiska. Wszystko było dobrze, byłam młoda, ufna, całe życie przede mną, szczęśliwa bo znalazłam się w jedynej prawdziwej religii czekając z utęsknieniem na Nową Ziemię i Nowe Niebo, czekając na życie wieczne obiecane przez Boga Jehowę. Wierzyłam szczerze i tą wiarą dzieliłam się z ludźmi, głosząc o bliskim Armagedonie.

Drodzy Świadkowie Jehowy czy zauważyliście ten zwrot, którym Wy sami posługujecie się na co dzień, mianowicie - „byłam/jestem w jedynej, prawdziwej religii”......RELIGII, dlaczego nie w Chrystusie? Ponieważ Świadkowie Jehowy są w RELIGII i mówią o RELIGII..............

Patrząc z perspektywy czasu nie dziwi mnie to i poniekąd potrafię zrozumieć obawy wielu osób, które pozostają w organizacji pomimo, że mają świadomość tego, że prawda w jej wydaniu odbiega od prawdy zapisanej w Bożym Słowie. U wielu jednak pozostaje przyzwyczajenie, obawa, strach, inaczej mówiąc – wrośli w dane środowisko jak przysłowiowe drzewo i przytaczają przysłowie, które na początku zacytowałam.

Być chrześcijaninem to niestety pewnego rodzaju wędrówka, nie można tkwić w miejscu. Nie chodzi mi o to aby teraz wędrować od kościoła do kościoła dla samej wędrówki i szukać doskonałego miejsca. Jednak poznawanie Bożej woli dla wielu oznacza wyrwanie swoich „korzeni” i tzw. „przesadzenie” do nowej rzeczywistości. Co daje się zauważyć? Jako Świadkowie Jehowy zostaliśmy okaleczeni. Nie potrafimy zakorzenić się ponownie, często zostajemy obserwatorami i nie angażujemy się w nowym środowisku. Indoktrynacja w organizacji pozbawiła wielu z nas zaufania i polegania na Bogu, patrzymy przez pryzmat ludzkich działań.

Piszę o tym ponieważ rozmawiam z obecnymi i byłymi świadkami, dlatego jeśli TY tak czujesz, wiedz, że nie jesteś osamotniony, nie oskarżaj się. Szukaj Boga, trzymaj się Bożego Słowa, spotkasz na swojej drodze innych, którzy będą dla Ciebie wsparciem. Chociaż Twój „korzeń” został/zostanie wyrwany, nie pozwól by całkowicie usechł. Dobra ziemia jest wokół nas, musimy tylko w porę to zauważyć.
Nie pozwól by strach z powodu odejścia z ludzkiej organizacji sparaliżował Twoje myślenie.

Niech Twoim celem będzie Chrystus, a wtedy zobaczysz to co swego czasu sługa Elizeusza „..Nie bój się, bo więcej jest tych, którzy są z nami niż tych, którzy są z nimi. Elizeusz modlił się tymi słowy: Panie, otwórz jego oczy aby przejrzał. I otworzył Pan oczy sługi i przejrzał....” 2 Król. 6:15-17.

Zaufaj Chrystusowi, zaufaj Bogu, bo tylko w Nim znajdziesz prawdziwe siły aby trwać w wierze, a przyznaję, że tego potrzebujemy każdego dnia, niezależnie od tego czy jesteś na początku drogi czy idziesz nią już sporo lat, a może jesteś u kresu swej ziemskiej wędrówki. Codziennie potrzebujesz Boga.

Awatar użytkownika
tadeusz2904
Posty: 731
Rejestracja: ndz kwie 02, 2017 10:02 am

Re: Wyrwane korzenie

Postautor: tadeusz2904 » sob lip 13, 2019 9:47 am

Iskierka pisze:Wyrwane korzenie

Jest takie przysłowie „ Starych drzew się nie przesadza”. Niedawno czytałam wypowiedź osób, które odnalazły się w pewnej społeczności i dziękują za to Bogu. Można powiedzieć, że to ludzie szczęśliwi, skoro odnaleźli swoje miejsce. Jakieś 40 lat temu też tak powiedziałam i tak czułam wstępując do organizacji Świadków Jehowy. Złapałam Pana Boga za nogi – tak myślałam. Odeszłam z Babilonu Wielkiego czyli kościoła katolickiego, bo takim określeniem Świadkowie Jehowy szczególnie piętnują ludzi z tego środowiska. Wszystko było dobrze, byłam młoda, ufna, całe życie przede mną, szczęśliwa bo znalazłam się w jedynej prawdziwej religii czekając z utęsknieniem na Nową Ziemię i Nowe Niebo, czekając na życie wieczne obiecane przez Boga Jehowę. Wierzyłam szczerze i tą wiarą dzieliłam się z ludźmi, głosząc o bliskim Armagedonie.

Drodzy Świadkowie Jehowy czy zauważyliście ten zwrot, którym Wy sami posługujecie się na co dzień, mianowicie - „byłam/jestem w jedynej, prawdziwej religii”......RELIGII, dlaczego nie w Chrystusie? Ponieważ Świadkowie Jehowy są w RELIGII i mówią o RELIGII..............

Patrząc z perspektywy czasu nie dziwi mnie to i poniekąd potrafię zrozumieć obawy wielu osób, które pozostają w organizacji pomimo, że mają świadomość tego, że prawda w jej wydaniu odbiega od prawdy zapisanej w Bożym Słowie. U wielu jednak pozostaje przyzwyczajenie, obawa, strach, inaczej mówiąc – wrośli w dane środowisko jak przysłowiowe drzewo i przytaczają przysłowie, które na początku zacytowałam.

Być chrześcijaninem to niestety pewnego rodzaju wędrówka, nie można tkwić w miejscu. Nie chodzi mi o to aby teraz wędrować od kościoła do kościoła dla samej wędrówki i szukać doskonałego miejsca. Jednak poznawanie Bożej woli dla wielu oznacza wyrwanie swoich „korzeni” i tzw. „przesadzenie” do nowej rzeczywistości. Co daje się zauważyć? Jako Świadkowie Jehowy zostaliśmy okaleczeni. Nie potrafimy zakorzenić się ponownie, często zostajemy obserwatorami i nie angażujemy się w nowym środowisku. Indoktrynacja w organizacji pozbawiła wielu z nas zaufania i polegania na Bogu, patrzymy przez pryzmat ludzkich działań.

Piszę o tym ponieważ rozmawiam z obecnymi i byłymi świadkami, dlatego jeśli TY tak czujesz, wiedz, że nie jesteś osamotniony, nie oskarżaj się. Szukaj Boga, trzymaj się Bożego Słowa, spotkasz na swojej drodze innych, którzy będą dla Ciebie wsparciem. Chociaż Twój „korzeń” został/zostanie wyrwany, nie pozwól by całkowicie usechł. Dobra ziemia jest wokół nas, musimy tylko w porę to zauważyć.
Nie pozwól by strach z powodu odejścia z ludzkiej organizacji sparaliżował Twoje myślenie.

Niech Twoim celem będzie Chrystus, a wtedy zobaczysz to co swego czasu sługa Elizeusza „..Nie bój się, bo więcej jest tych, którzy są z nami niż tych, którzy są z nimi. Elizeusz modlił się tymi słowy: Panie, otwórz jego oczy aby przejrzał. I otworzył Pan oczy sługi i przejrzał....” 2 Król. 6:15-17.

Zaufaj Chrystusowi, zaufaj Bogu, bo tylko w Nim znajdziesz prawdziwe siły aby trwać w wierze, a przyznaję, że tego potrzebujemy każdego dnia, niezależnie od tego czy jesteś na początku drogi czy idziesz nią już sporo lat, a może jesteś u kresu swej ziemskiej wędrówki. Codziennie potrzebujesz Boga.


Trudno wyjście z organizacji przyrównać do wyrwania odcięcia się od swych korzeni zwłaszcza jak się nie było w niej od pokoleń.
Może lepiej zaliczyć ten okres do etapu w swym życiu.
Bóg natomiast posłużył się pionierką aby szczerą dobrą osobę pociągnąć do siebie.
A jeżeli byłoby się śJ od pokoleń to PJ powiedział ,,Jak kto chce iść za mną niech się zaprze samego siebie" co podchodzi pod wyrwania korzeni.

Z drugiej strony przy słabej słabej psychice -dużej wrażliwości niewskazane bo skąd brać siły podczas ,,dołu".
,,Nagi wyszedłem .. i nagi się tam wrócę.Hi 1,20(UBG).

christianinroman
Posty: 282
Rejestracja: czw wrz 24, 2015 7:26 pm

Re: Wyrwane korzenie

Postautor: christianinroman » ndz lip 14, 2019 5:51 am

Problemem największym dla byłych świadków Jehowy jest przyjście do Pana Jezusa Chrystusa (tak mi się wydaje, widzę to z obserwacjii).Boją się wszelkiej religii nawet wtedy gdy im się mówi że Chrystusa nie ma w religii, Chrystus nie jest religią, lecz jest realny i żywy, a my ludzie Jego kościołem. Nawet parę dni temu kobieta która opuściła organizację powiedziała mi, że MENTALNIE ONA JEST świadkiem Jehowy. Otworzyła się na ewangelicznie wierzących, ale TEN SZYLD kościoła, np. zielonoświątkowy lub mający w nazwie zielonoświątkowy (Chrześcijańska Wspólnota Z.; Ewangeliczna Wspólnota Z.; itp) odstraszają, jakby ich parzyło.

Awatar użytkownika
Datsun
Posty: 2802
Rejestracja: pt wrz 11, 2015 6:34 pm
Lokalizacja: Białystok

Re: Wyrwane korzenie

Postautor: Datsun » ndz lip 14, 2019 1:59 pm

christianinroman pisze:Problemem największym dla byłych świadków Jehowy jest przyjście do Pana Jezusa Chrystusa (tak mi się wydaje, widzę to z obserwacjii).Boją się wszelkiej religii nawet wtedy gdy im się mówi że Chrystusa nie ma w religii, Chrystus nie jest religią, lecz jest realny i żywy, a my ludzie Jego kościołem. Nawet parę dni temu kobieta która opuściła organizację powiedziała mi, że MENTALNIE ONA JEST świadkiem Jehowy. Otworzyła się na ewangelicznie wierzących, ale TEN SZYLD kościoła, np. zielonoświątkowy lub mający w nazwie zielonoświątkowy (Chrześcijańska Wspólnota Z.; Ewangeliczna Wspólnota Z.; itp) odstraszają, jakby ich parzyło.

W pełni się z Tobą bracie zgadzam, bo znam wiele takich przypadków. Zauważyłem u wielu byłych świadków awersję do jakichkolwiek spotkań chrześcijańskich, nawet tych bez "szyldu". Używają tzw. "wolności" i najczęściej kończą w świecie metodą małych kroczków. Regularne spotkania chrześcijańskie są bardzo potrzebne, powiedziałbym nawet że niezbędnie konieczne. Wspólne modlitwy, rozmowy, czytanie Biblii itd.- chrześcijanin ma stanowić zintegrowaną część owczarni. Jana 10: 14,16

Awatar użytkownika
tadeusz2904
Posty: 731
Rejestracja: ndz kwie 02, 2017 10:02 am

Re: Wyrwane korzenie

Postautor: tadeusz2904 » ndz lip 14, 2019 7:52 pm

Datsun pisze:
christianinroman pisze:Problemem największym dla byłych świadków Jehowy jest przyjście do Pana Jezusa Chrystusa (tak mi się wydaje, widzę to z obserwacjii).Boją się wszelkiej religii nawet wtedy gdy im się mówi że Chrystusa nie ma w religii, Chrystus nie jest religią, lecz jest realny i żywy, a my ludzie Jego kościołem. Nawet parę dni temu kobieta która opuściła organizację powiedziała mi, że MENTALNIE ONA JEST świadkiem Jehowy. Otworzyła się na ewangelicznie wierzących, ale TEN SZYLD kościoła, np. zielonoświątkowy lub mający w nazwie zielonoświątkowy (Chrześcijańska Wspólnota Z.; Ewangeliczna Wspólnota Z.; itp) odstraszają, jakby ich parzyło.

W pełni się z Tobą bracie zgadzam, bo znam wiele takich przypadków. Zauważyłem u wielu byłych świadków awersję do jakichkolwiek spotkań chrześcijańskich, nawet tych bez "szyldu". Używają tzw. "wolności" i najczęściej kończą w świecie metodą małych kroczków. Regularne spotkania chrześcijańskie są bardzo potrzebne, powiedziałbym nawet że niezbędnie konieczne. Wspólne modlitwy, rozmowy, czytanie Biblii itd.- chrześcijanin ma stanowić zintegrowaną część owczarni. Jana 10: 14,16


Chrześcijański Romanie umieściłeś delikatnie kierunek w stronę do zboru zielonoświątkowego .

Trochę się mu przyglądam .

Zauważam że jest trochę niejednolity, jest rotacja, mój znajomy zmienił - lekko zwrócił się w kierunku Mesjańskich Zborów Bożych zawsze podkreśla Jeszua a zarazem jest jakby w przedmiotowym kościele.


Iskierko wybacz że trochę odbijamy od tematu ale nie piszemy jakiejś pracy tylko kształtujemy siebie wybierając najlepszy dla nas kierunek.

Datsunie dziękuję że przypominasz - stoisz na stanowisku potrzeby ,,regularnych spotkań chrześcijańskich".
,,Nagi wyszedłem .. i nagi się tam wrócę.Hi 1,20(UBG).


Wróć do „Życie Świadka Jehowy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość