Kartki z kalendarza

Zapraszamy do opisywania swoich świadectw nawrócenia lub innych świadectw działania Boga w swoim życiu.
Awatar użytkownika
Ida
Posty: 107
Rejestracja: pn gru 28, 2015 10:38 pm

Kartki z kalendarza

Postautor: Ida » śr sie 23, 2017 9:10 am

Urodziłam się w rodzinie śJ. Mama przyjęła chrzest w wyznaniu śJ w młodym wieku, około 12 lat. Natomiast ojciec przyłączył się do organizacji wkrótce po poślubieniu mojej mamy, jako wynik prowadzonej przez mamę tzw.ewangelizacji. Moi rodzice angażowali się w działalność wyznania śJ z różnym natężeniem na kolejnych etapach życia, ale przede wszystkim starali się przejawiać w codziennym życiu duchowe nastawienie. Okres mojego wczesnego dzieciństwa przypadł na duże poświęcenie rodziców sprawom Królestwa Bożego. W czasach zakazu gospodarstwie moich rodziców znajdował się powielacz i potajemnie szła produkcja literatury TS. Po donosach i rewizji przeprowadzonej przez milicję obywatelską w obejściach rodziców, uznano ten punkt za spalony i przewieziono powielacz w inne miejsce. Przeżycia rodziców z tamtego okresu pokazywały, że Bóg troszy się o rodzinę i czuwa nad jej bezpieczeństwem. Milicja nie znalazła powielacza mimo, że ten prowizorycznie ukryto w stodole.

Bardzo dużo zawdzięczam mamie. Codziennie przed snem czytała nam ( mnie i mojej siostrze) urywek Ewangelii a później wspólnie modliłyśmy się. Dzięki tym wieczorom poznałam i pokochałam swojego Zbawcę oraz zapragnęłam, aby Pan Jezus prowadził mnie przez życie. Miałam około 11-12 lat, kiedy w modlitwie oddałam się Bogu. Bogu, który uzdrawiał z chorób, karmił rzesze ludzi, pocieszał przygnębionych, wskrzeszał zmarłych i obiecał wspaniałą przyszłość dla swoich naśladowców. Z perspektywy czasu to było najczystsze i najszczersze uczucie do Boga. Nie zastanawiałam się wtedy, czy Jezus jest stworzony przez Boga Ojca, czy Jezus jest Elohim. Obraz mojego Zbawiciela był prosty, świetlisty, nie zakłócony przez ludzką nadinterpretację. Był dokładnie taki, jakim przedstawiały Go Ewangelie. Wyobrażenie Jezusa wg objaśnień śJ pojawiło się później i przyjęłam je bezkrytycznie. Jakoś na początku nie dostrzegałam niespójności unitaryzmu z myślą PŚ, bardzo długo nie przemawiały do mnie argumenty dotyczące boskości Jezusa jako wcielonego JHWH. W końcu jednak Zbawiciel dał mi się poznać bez doktrynalnego fałszu. Pomogli mi w tym wolni chrześcijanie. Określam to doświadczenie jako ściągniecie kolejnej, ludzkiej zasłony z obrazu Pana. Nie mamy komplementarnego obrazu duchowego świata, posiadamy "cząstkowe poznanie" i dość niedoskonałe wyobrażenie boskich spraw. Zgodnie z Ap. Pawłem : " Bo cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie; lecz gdy nastanie doskonałość, to, co cząstkowe, przeminie. Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co dziecięce. Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas poznam tak, jak jestem poznany." (1Kor.13)

Kolejne znaczące przeżycie- poważna choroba mojej matki. Miało to miejsce w 1989 roku, kiedy chodziłam do klasy maturalnej. Moja mama w krótkim okresie czasu ( około pół roku) zupełnie straciła wzrok. Po kilkumiesięcznej diagnostyce i intensywnej terapii na oddziale okulistyczny wreszcie postawiono trafną diagnozę- oponiak przysadki mózgowej rozrastał się i uciskał na drogi przebiegu nerwów wzrokowych, prowadząc do ślepoty. Potrzebna była pilna interwencja neurochirurgiczna. Po koniec roku mamę zoperował z powodzeniem, profesor ( wtedy z tytułem doktora), Trojanowski. Sława współczesnej neurochirurgii, swego czasu krajowy konsultant w dziedzinie neurochirurgii. Mama odzyskała wzrok i powoli dochodziła do siebie. Była bardzo osłabiona nie tylko przez poważny zabieg, ale również na wskutek długotrwałego, nietrafionego leczenia dożylnego. Wymagała pomocy i troskliwej opieki. W związku z tym przerwałam naukę w studium medycznym, aby pomóc jej przejść przez okres rekonwalescencji. Choroba mojej matki położyła się znaczącym cieniem na moje życiowe wybory. Nie miałam specjalnych zainteresowań i nie bardzo wiedziałam, co chciałabym studiować po maturze. Zawód pielęgniarki to był bardziej pomysł na życie, niespełniony zresztą, mojej mamy. Pomyślałam, że póki co mogę zastanawiać się nad moją drogą zawodową i tym, co pragnę studiować, kształcąc się jako pielęgniarka. Zrobiłam to bez przekonania. Ale Bóg znający przyszłość, dobrze wiedział o mojej przydatności. Po latach uświadomiłam sobie, że pójście do MSZ przypadkiem nie było, ale planem Bożym wobec mnie.

Kolejna ważna data - rok 1992. W czerwcu uzyskałam tytuł pielęgniarki dyplomowanej, a w lipcu na okręgowym zgromadzeniu śJ dałam się ochrzcić jako ordynowany sługa Boga Jehowy. Miałam ukończone 21 lat, byłam osobą w pełni dojrzałą w świetle również prawa świeckiego. Decyzja nie należała do najłatwiejszych. Czułam już wcześniej nacisk ze strony śJ na dokonanie tego kroku, zwlekałam i odkładałam ten moment. Podjęłam ten istotny krok z wielkiej, wręcz palącej potrzeby serca i ducha. Pragnęłam zamanifestować swoje oddanie Chrystusowi, a wyznanie śJ było dla mnie w tym okresie jedyną alternatywą, w której mogłam to uczynić. Pragnienie było znacznie większe niż doktrynalne wątpliwości, które powoli zaczynały kiełkować w odnawiającym się sercu. Po chrzcie rozpoczęła się mozolna droga rozpraszania wątpliwości: studiowanie Biblii, szukanie potwierdzenia nauk śJ w PŚ, z czasem sięganie do źródeł chrześcijańskich i myśli protestanckiej. Po chrzcie postawiłam sobie pewne cele duchowe, które udało mi się zrealizować. W ciągu roku przeczytałam Biblię, od deski do deski. Zawsze lubiłam czytać SB. Umiłowanie do Pisma zaszczepiła mnie mama, także Biblia towarzyszyła mi przez całe życie. Preferowałam pewne fragmenty PŚ- Księgi A, do których zaliczały się księgi historyczne ( Ks. Mojżeszowe, Jozuego, Sędziów, Królewskie, Kronik, Estery, Rut) oraz Psalmy i Przypowieści. Z NT były to przede wszystkim Ewangelie i Dzieje Apostolskie. Czytając całą Biblię dotarłam do miejsc słabo znanych- np. Treny Jeremiaszowe i Ks. prorockie tzw. małych proroków. W tym okresie zaczęłam też bardziej skrupulatnie zapoznawać się z wykładnią niewolnika wiernego i rozumnego ( wtedy był jeszcze rozumny, później był roztropny). Poza tym zaangażowałam się w służbę kaznodziejską i współpracę z pionierami ( osoby, które w tamtym okresie przeznaczały około 90 h w miesiącu na głoszenie), aby rozbudzić w sobie ducha ewangelizacji. Dysponowałam wtedy większą ilością czasu, bo było ciężko ze znalezieniem pracy w moim zawodzie i korzystałam z rocznego zasiłku dla bezrobotnych. Wynik moich działań odbiegał od przewidywanych. Zamiast zbliżyć się do Organizacji, zaczęłam coraz bardziej wątpić w jej nauki. Niektóre wykładnie Strażnicy wydały mi się bardzo naciągane i nie mające solidnego uzasadnienia w Pś. Np. tzw. chronologia biblijna i co za tym idzie wyniesienie Jezusa Chrystusa na niebiański tron w roku 1914, Jego niewidzialne przyjście, pokrętne dowodzenie w oparciu o proroctwo z Ks. Daniela ( ścięte drzewo symbolizujące panowanie Boże, wzięte w okowy aż się dopełni siedem czasów pogan) i Ks. Objawienia ( przeliczenie siedem czasów na 1260 dni, dni na lata). Wprzęgnięcie w doktrynę wydarzeń historycznych i wybranie dat wg własnego uznania, aby trafniej potwierdzały dowodzenie CK. Pamiętam takie zdarzenie ze służby kaznodziejskiej, byłam z pionierką na odwiedzinach i moja towarzyszka biegle przedstawiała, w jaki sposób śJ wyznaczyli datę powtórnego przyjścia Jezusa na rok 1914. Czyniła to w oparciu o książkę pt ."Będziesz mógł żyć wiecznie". Byłam pod wrażeniem jej przygotowania do argumentowania tych trudnych zagadnień. Zastanawiałam się nad własną tępotą w tym zakresie. Dla mnie ta nauka nie była ani prosta, ani oczywista, ani logiczna. Dopiero później odkryłam niespójność, nieprawidłowości w dowodzeniu, a nawet brak podparcia historycznego w zakresie datowania pewnych wydarzeń jak np. zburzenie Jerozolimy.
Kolejnym kamieniem potknięcia była nauka głoszona w tamtym okresie przez śJ o nieprzeminięciu pokolenia pamiętającego rok 1914 aż nastanie Wielki Ucisk. Pokolenie z roku 1914 schodziło z areny tego świata, a nic się nie działo. Jej gorącym orędownikiem był F. Franz. Z czasem usunięto błędną wykładnię o pokoleniu, nie było innego wyjścia.
Inną ciążącą dla mnie doktryną była nauka o dwóch klasach ludzi zbawionych: pierwszych owcach mających powołanie niebiańskie i drugich owcach przeznaczonych do życia wiecznego na ziemi. To były te najważniejsze sprawy leżące mi na sercu. Były ich więcej. Czy słusznie śJ wierzą w jednozbawczość swojego wyznania albo czy Bóg faktycznie wymaga od nas abyśmy poświęcali swoje zdrowie i życie nie przyjmując żadnej krwi?

Następna istotna data- luty 1999r. Mój ojciec, który rok wcześniej przeszedł zawał mięśnia sercowego i który cierpiał na napadowe migotanie przedsionków, doznał niedokrwiennego, lewostronnego udaru mózgu. Stan mojego taty był bardzo ciężki, udar spowodował porażenie prawe strony ciała, afazję sensoryczno-motoryczną, zaburzenia oddychania. Ojciec wyszedł z tego udaru obciążony z zaawansowaną niepełnosprawnością. Nie mówił i wymagał kompleksowej całodobowej opieki przyłóżkowej. Przypominał delikatną roślinkę. Jedyne co udało nam się wypracować, tzn. mamie i mnie, bo to nas na spadł obowiązek opieki nad ojcem, była umiejętność do samodzielnego przyjmowania odpowiednio przygotowanych posiłków oraz wypracowanie w miarę logicznego kontaktu z niemówiącym. Tato wegetował w tym stanie ponad 8 lat, zmarł w marcu 2007 roku. Rodzina i znajomi dawali wyraz naszemu poświęceniu, podkreślali, że tylko dzięki troskliwej opiece ojciec przeżył tyle lat po udarze. W tym okresie opiekowaliśmy się też zniedołężniałą babcią, mamą mojej mamy. Latami chorowała na nadciśnienie tętnicze, cukrzycę oraz chorobę zwyrodnieniową stawów. Także 2006r. w moim rodzinnym domu " działał" mini szpital.
To był trudny dla nas czas uczący pokory i cierpliwości, wymagający poświęceń, miłości i zrozumienia dla drugiego człowieka. W tym okresie oddałam teren osobisty- obszar działalności kaznodziejskiej śJ. Uznałam, że nie dam rady pracować zawodowo na pełny etat, opiekować się tatą i babcią, również mama miała poważne problemy zdrowotne, i z powodzeniem prowadzić działalność głoszenia. Czułyśmy się wykończone, czasem brakowało nam sił fizycznych i psychicznych, byłyśmy wyczerpane. W zasadzie choroba mojego ojca stała się pretekstem do wycofania z głoszenia. Przestałam być aktywnym śJ, zasiliłam grono nieczynnych członków tej denominacji.

Pierwsze lata naszego stulecia, nowego wieku to okres wzrostu i dostępności wiedzy z różnych dziedzin, również wiedzy religijnej. Dzięki internetowi uświadomiłam sobie, że moje nie jestem odosobniona w przejawianiu wątpliwość doktrynalnych. Wielu śJ lub byłych śJ zmaga lub zmagało się z podobnymi problemami. Przekonałam się również, że wielu szczerych ludzi myśli podobnie. Zaczęłam wracać do źródeł wyznania śJ, skłoniłam się ku ruchom badackim. Czytywałam stronę "Na Straży", zapoznałam się pokrótce z ich nauczaniem i pragnęłam skontaktować z Badaczami PŚ. Nie znalazłam w okolicy zboru tej denominacji. Za to osobiście skontaktowałam się z drugim odłamem badackim, ze Świeckim Ruchem Misyjnym Epifania. No cóż ... badacze i epifaniści wyglądali blado wobec śJ. Zatrzymali się na nauce protoplastów ruchu badackiego. Nadal analizowali Tomy PŚ, napisane przez Russela i wydobywali z nich cenne myśli. Na ścianach salki, na której się spotykali, malowidło słynnej piramidy, na ścianach fotosy czołowych przedstawicieli związku. Wtedy dopiero w natężeniu dostrzegłam, jak bardzo nauki grup badackich opierają się na myśli ludzkiej, na myślach Russela, na myśli Johnsona czy CK, jak to ma miejsce u śJ. Tego nie widziałam tak wyraźnie będąc śJ. Ten bezpośredni kontakt był mi bardzo potrzebny, przekonałam się że to nie jest ta droga. Z braku alternatyw zawróciłam nadal do śJ, bo byłam głęboko przekonana o wyższości unitaryzmu. Tylko ugrupowania wywodzące się z milleryzmu ( grupy badackie, śJ, chrześcijanie dnia sobotniego) wyznawały Boga jako jednoosobowy byt, Wszechmogącego Boga Jahwe.

Przełom nastąpił po śmierci ojca. Dopiero wtedy mogłam rozciągnąć duchową wędrówkę o bezpośredni kontakt z ewangelicznymi chrześcijanami. Wiecie, ile musiało się we mnie przełamać, abym mogła wstąpić do zboru, w którym członkowie wierzą w Trójcę. Ja wychowana od dzieciństwa w wyznaniu sJ i w "najprawdziwszej" nauce o Bogu Jehowie, o jednorodzonym Synu Bożym i mocy duch świętego, wyruszam do zboru baptystów. W tym czasie moja siostra miała w UK kontakt z chrześcijanką z Nigerii, była pod wrażeniem uduchowienia tej dziewczyny. Nie omieszkała mnie zawiadomić o fakcie, że baptyści czytają PŚ, darzą SB olbrzymim szacunkiem, modlą się do Boga. To na pewno było za sprawą Ducha Świętego, On mnie tam zaprowadził i pokazał, że poza śJ są chrześcijanie, który szczerze wierzą w Boga, czytają i praktykują Słowo Boże. Nikt tego nie zrozumie, kto nie był w tej sekcie.

Kolejne zdumiewające dzieło Ducha Świętego. Będąc w zborze wolnych chrześcijan spadła wielka zasłona zakrywająca świętość Boga. Nagle wszystkie unitariańskie argumenty legły w gruzach wobec prostych słów z PŚ. " Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię." Truizm, znany nie tylko chrześcijanom, odczytany po nabożeństwie, powtórzony i przetłumaczony z oryginału wywarł piorunujące wrażenie. Zaczęło poważnie chwiać się dotychczasowe wyobrażenie o osobie Boga i pojawiło się nowe spojrzenie na znane mi wersety biblijne. Dla mnie to było fundamentalne zwycięstwo - umysł przestawił się na inne tory i zobaczyłam Boga w nowej odsłonie. To był dla mnie ten sam Bóg, znany mi od dzieciństwa, ale wreszcie ujrzałam Go bez religijnego fałszu. To był cud.

Potrzebowałam czasu, aby przemyśleć pewne sprawy i dać czas najbliższym na akceptację mojego wyboru. To był mroczny okres, trudny, wyczerpujący, depresyjny. Korzystałam z wykładów i kazań braci ewangelicznych, które okazały się dla mnie olbrzymim wsparciem. Modliłam się do Boga Ojca, do Jezusa, Jego Syna, z czasem do Ducha Świętego o pomoc i pokazanie rozwiązania mojej sytuacji. I wtedy Bóg zwrócił uwagę- musiałam poddać się poważnemu zabiegowi operacyjnemu. Był to czas przemyśleń, pytań i konkretnych odpowiedzi. Błogosławiony, dobry czas. Bóg przemówił przez swoje słowo: Łuk. 14: 26-33.
26) Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim. (27) Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim. (28) Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? (29) Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, (30) mówiąc: ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć. (31) Albo, który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? (32) Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju. (33) Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim.
Bóg przemówił z potężną mocą. Biblijne wersety krążyły i wracały do mnie z coraz większym natężeniem-także stało się dla mnie jasne, że Bóg odpowiedział na moje modlitwy. To był czas na opuszczenie religii śJ. Uświadomiłam sobie, że ta chwila się nie powtórzy ani nie będzie trwać wiecznie. Muszę działać natychmiast i stawiać zdecydowane kroki. Otrzymałam zapewnienie od Boga, że koszty zostały obliczone i jestem w stanie z Pana pomocą oddać się Jemu całkowicie i bezwarunkowo. Z końcem 2016r. sformalizowałam odłączenie od zboru śJ.
Po złożeniu przed wierzącymi świadectwa, jak Pan Jezus stał się moim Zbawicielem, który z ciemności wyciągnął mnie do światła, potwierdziłam swoje oddanie chrztem wodnym. Miało to miejsce 30 lipca 2017 w baptysterium przy KWCh w Lublinie. Niech chwała będzie Panu Jezusowi Chrystusowi za Wielkie Zbawienie! Za czas łaski, który jeszcze trwa!

Często zastanawiałam się, czy w ogóle doświadczyłam nowego narodzenia. Wewnętrznie czułam potwierdzenie tej chwili, kiedy Bóg zaprosił mnie do siebie, a ja wyraziłam chęć, pragnienie, gotowość pójścia za Nim i podążyłam śladami Pana. Tyle tylko, że wszystko co się później wydarzyło, było poniekąd zaprzeczeniem nowego narodzenia, bo odnalazłam się w organizacji głoszącej religijny fałsz. Niemniej osobiste przeżycia jak również doświadczenia innych braci i sióstr z wyznania śJ oraz innych denominacji (nie wykluczając KK) przekonują mnie, że nowe narodzenie może się stać naszym udziałem bez względu na przynależność wyznaniową. Bo dotyczy naszej osobistej relacji z Bogiem. Jeśli jesteś dzieckiem Bożym, Pan cię nie opuści, ale w odpowiednim czasie przyprowadzi do swego pastwiska. Trzeba tylko zaufać Panu całym sercem.
Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.

Awatar użytkownika
Datsun
Posty: 1967
Rejestracja: pt wrz 11, 2015 6:34 pm
Lokalizacja: Białystok

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Datsun » śr sie 23, 2017 10:29 am

Amen, Ido! :)
Dziękuję za umieszczenie tutaj swojego świadectwa. Czytałem jednym tchem i nie mogłem się oderwać. Jest piękne :)

Awatar użytkownika
morwa
Posty: 1128
Rejestracja: wt paź 27, 2015 10:20 am

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: morwa » śr sie 23, 2017 11:01 am

Dziękuję również i ja Tobie Ido za to budujące świadectwo...
Tchnie ono wielką wiarą i miłością do naszego PANA I ZBAWICIELA,udowadnia,że szczere serce zawsze może liczyć na JEGO wsparcie i prowadzenie...
Braci Baptystów poznałam w Niemczech...
Ale z tego co mi wiadomo są różne zbory baptystyczne,różniące się od siebie... Nie wiem czym,na pewno nie doktryną,ale jakieś tam różnice są.
Ale to jest bez znaczenia...
Ważne że teraz jesteś szczęśliwa,spełniona i spokojna...
Życzę Ci wielu błogosławieństw :)
1Kor 4:5 bw "Przeto nie sądźcie przed czasem

Awatar użytkownika
Ann78
Posty: 1576
Rejestracja: śr wrz 23, 2015 12:16 pm

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Ann78 » śr sie 23, 2017 11:48 am

Dziękuję Ido!
Piękne świadectwo, dla mnie niezwykle cenne, gdyż pokazuje drogę do Pana SJ urodzonego "w prawdzie", nasączonego doktrynami SJ od urodzenia. Wydaje mi się, ze to, ze Mama czytała Ci Pismo Święte (jeszcze wtedy na pewno w przekładzie bez dodanego w NT imienia Jehowa) zaszczepiło w Tobie tę niezwykłą miłość do Pana Jezusa, która pózniej przerodziła się w całkowite oddanie. U mnie ta miłość wybuchła właśnie po dogłębnej lekturze NT, który cały jest opowieścią o naszym Panu, Jego dziele miłości na krzyzu.
Bardzo piękne i krzepiące świadectwo mówiące o tym, ze szczerych serc Bóg nigdy nie zostawi.
Pozdrawiam Cię gorąco. Niech Pan Cię prowadzi!

Awatar użytkownika
Ida
Posty: 107
Rejestracja: pn gru 28, 2015 10:38 pm

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Ida » pn sie 28, 2017 2:48 am

Dziękuję za miłe słowa wsparcia :)
No cóż... niełatwo rozstać się z wyznaniem śJ, w którym jesteśmy od urodzenia. Źle też postrzega się osoby opuszczające organizację- niedobry ptak, co kala własne gniazdo. Odchodzi się latami, ze łzami, w pokorze serca. Teraz emocje opadły. Nie czuję żalu do organizacji. Uważam czas spędzony wśród śJ za ważny i wzbogacający, niosący przydatny bagaż duchowych doświadczeń. Wreszcie znalazłam się we właściwym miejscu, na dobrej drodze prowadzącej do życia, w najlepszych relacjach ze Zbawicielem. Chwała za to niech będzie Panu!
Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.

Awatar użytkownika
Natan
Posty: 544
Rejestracja: ndz wrz 20, 2015 6:04 am

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Natan » pn sie 28, 2017 5:25 am

Droga Siostro Ido,

Bardzo dziękuję Ci za to szczere świadectwo Twojej wiary i duchowej oraz życiowej, niełatwej, przyznam, drogi.

Buduje mnie to, że z taką miłością i szacunkiem piszesz o swoich Rodzicach i że nie skreślasz z automatu wszystkiego, co było u Świadków. Zarazem rzetelnie pokazujesz braki duchowe wyznań wywodzących się z ruchu badackiego.

W Lublinie kilkakrotnie bywałem, bo dzieli mnie od niego jedynie 90 km. Tam sporo Świadków opuściło organizację. Niektórzy jednak zatrzymali się w drodze i ich duchowe życie zamiera.

Chwała niech będzie Bogu, że skutecznie pociągnął Cię do Pana Jezusa i dał się Tobie poznać jako łaskawy Ojciec.

Pozdrawiam Cię serdecznie w naszym Panu, :)

Natan

Iskierka
Posty: 762
Rejestracja: śr lis 11, 2015 8:49 am

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Iskierka » śr wrz 06, 2017 11:08 am

Ida pisze:Dziękuję za miłe słowa wsparcia :)
No cóż... niełatwo rozstać się z wyznaniem śJ, w którym jesteśmy od urodzenia. Źle też postrzega się osoby opuszczające organizację- niedobry ptak, co kala własne gniazdo. Odchodzi się latami, ze łzami, w pokorze serca. Teraz emocje opadły. Nie czuję żalu do organizacji. Uważam czas spędzony wśród śJ za ważny i wzbogacający, niosący przydatny bagaż duchowych doświadczeń. Wreszcie znalazłam się we właściwym miejscu, na dobrej drodze prowadzącej do życia, w najlepszych relacjach ze Zbawicielem. Chwała za to niech będzie Panu!



Dziękuję Ido za piękne wyznanie wiary, Twoje świadectwo. :)

Jak powiada Pismo "A tak bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu" (1 Kor.15:58.

Pobyt w organizacji czegoś nas nauczył, a przynajmniej mnie. Pokochałam Boga i Jemu służyłam, tak jak Ty. Pan jednak wie, kiedy nas powołać do Jego Kościoła, do właściwego miejsca i daje rozeznanie.
Chwała Tobie Boże, Ojcze Nasz i Chwała Zbawicielowi Panu Jezusowi Chrystusowi za cudowne duchowe uzdrowienie i wyzwolenie.

Awatar użytkownika
Ann78
Posty: 1576
Rejestracja: śr wrz 23, 2015 12:16 pm

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Ann78 » śr wrz 06, 2017 9:09 pm

Ida pisze:Odchodzi się latami, ze łzami, w pokorze serca.

Dramatyczne zdanie...
Chwała Panu, że końcem tej drogi i jednocześnie początkiem nowego życia dla Ciebie Ido, jest Chrystus.
Jak dobrze, i dziękujmy za to Bogu, że nie odeszłaś "do świata" lub nie zatrzymałaś się wpół drogi pomiędzy organizacją Świadków Jehowy, a całkowitym zawierzeniem Panu Jezusowi. To wielka łaska.
Tak wielu potyka się na tej drodze, ulegając zgorzknieniu.
Dla mnie osobiście Ido, Twoje świadectwo jest wielkim wsparciem. Mam bowiem, ciągle obecną w moich modlitwach, osobę będącą SJ "z dziada pradziada", która na dzień dzisiejszy nawet nie chce rozmawiać o Chrystusie. Wierzę jednak, że Bóg ją uzdrowi. Ty jesteś żywym obrazem działania Bożego.
Chwała Panu!
Pozdrawiam Cię jeszcze raz gorąco :)

Ilyad
Posty: 906
Rejestracja: pn wrz 21, 2015 6:56 am

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Ilyad » czw wrz 07, 2017 4:08 pm

Wspaniałe świadectw wiary i Bożego prowadzenia Ido ! Życzę Ci zwycięstwa na tej "wąskiej drodze", jedynej, która prowadzi do życia wiecznego. Oby Twoje świadectwo było pomocne jeszcze dla wielu zbłąkanych owiec, wychodzących z organizacji w przyjściu do stóp Chrystusa ! :)

Awatar użytkownika
Ida
Posty: 107
Rejestracja: pn gru 28, 2015 10:38 pm

Re: Kartki z kalendarza

Postautor: Ida » ndz wrz 10, 2017 10:03 am

Ann78 pisze:Chwała Panu, że końcem tej drogi i jednocześnie początkiem nowego życia dla Ciebie Ido, jest Chrystus.
Jak dobrze, i dziękujmy za to Bogu, że nie odeszłaś "do świata" lub nie zatrzymałaś się wpół drogi pomiędzy organizacją Świadków Jehowy, a całkowitym zawierzeniem Panu Jezusowi. To wielka łaska.

Nikt nie przychodzi do Chrystusa, jeśli go Ojciec nie pociągnie. Mówiąc słowami ap. Pawła: (3) Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios; (4) w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości (5) przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, (6) ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym. ]Ef.1

Pasterz zna swoje owce, wie które zaginęły z jego owczarni i w odpowiednim czasie przyprowadza na swoje pastwiska. Dzieci Boże są wszędzie, również w organizacji śJ. Dziękuję Panu za łaskawość, że obszedł się ze mną wspaniałomyślnie, zabezpieczył przed wieloma problemami, z którymi zmagają się wierzący opuszczający szeregi śJ. Fakt, że jestem osobą wolną ( nie związaną węzłem małżeńskim ze śJ)okazał się błogosławieństwem, bo z zasady jestem osobą lojalną. Widząc, z jakimi zmartwieniami czy dylematami borykają się niektórzy ex śJ, po stokroć dziękuję Bogu za Jego dobroć. Bóg na pewno nie opuszcza swoich dzieci, choć czasami może nam się wydawać inaczej.
Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa. :)
Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki.


Wróć do „Świadectwa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości